Wystawa „WĘGRY 1956 – TWARZE I PRZEDMIOTY” w Muzeum Podlaskim

Muzeum Podlaskie zaprasza na wystawę z okazji 60. rocznicy rewolucji węgierskiej przygotowaną z inicjatywy Węgierskiego Instytutu Kultury, zorganizowaną przez Węgierski Instytut Kultury, Dom Spotkań z Historią i Instytut Europejskiej Sieci Pamięć i Solidarność w partnerstwie z Muzeum Podlaskim w Białymstoku.

Ekspozycja pokazywana była po raz pierwszy na przełomie roku w Muzeum Historycznym Miasta Gdańska. W 2017 roku będzie ją można zobaczyć również w Domu Spotkań z Historią w Warszawie oraz w muzeach i instytucjach kultury m.in. w Piotrkowie Trybunalskim, Wrocławiu i Kielcach.

Wystawa jest poświęcona związkom polsko-węgierskim, które niezwykle silnie ujawniły się podczas węgierskiego zrywu niepodległościowego w 1956 roku. Powstanie wybuchło 23 października 1956 roku i trwało do 10 listopada, kiedy to zostało stłumione przez wojska sowieckie. Wiadomości o węgierskim zrywie docierały do Polski niemal bez przeszkód. Cenzorzy co prawda pracowali, ale byli zdezorientowani zmianami politycznymi w Polsce. Władysław Gomułka dopiero co stanął na czele PZPR, stara struktura została zdemontowana, nowa jeszcze nie okrzepła. Kierownictwo polskie jako jedyne wśród satelickich państw ZSRR nie potępiło od razu „kontrrewolucji”. W związku z tym prawie wszystkie wiadomości z Węgier trafiały do polskich gazet i radia. Kilkunastu znakomitych polskich dziennikarzy (m.in. Hanna Adamiecka, Wiktor Woroszylski, Marian Bielicki, Krzysztof Wolicki) zdawało obiektywne relacje. W listopadzie prawie wszystkie zostały opublikowane w polskiej prasie, a korespondenci przez kilka tygodni mogli w zakładach, klubach, a nawet raz w Polskim Radiu na żywo – opowiadać o tym, co widzieli na Węgrzech. W tej sytuacji w Polsce bardzo żywo reagowano na dramatyczne wieści znad Dunaju.

Ekspozycja jest w dużej mierze poświęcona Polakom, którzy w różny sposób pomagali w tym czasie Węgrom. Powstały komitety organizujące pomoc humanitarną, oddawano krew, za zebrane pieniądze kupowano i wysyłano na Węgry tony lekarstw, środków opatrunkowych, odzieży i żywności; dzieci do swoich węgierskich rówieśników pisały listy ze wsparciem.

Na wystawie można obejrzeć obiekty z tamtego czasu (zdjęcia, listy, opaski demonstrantów, a nawet odłamki pocisków ze zbiorów m.in. Ákosa Engelmayera) oraz współczesne portrety fotograficzne świadków wykonane przez fotografa Örsa Csete,  m.in. polskich studentów, którzy wstąpili do budapesztańskiej Rewolucyjnej Gwardii Narodowej. Najbardziej przejmującą historią jest chyba dramat Béli Luczi, który cudem przeżył egzekucję – sowiecki  oficer z bliskiej odległości strzelił mu w twarz, oślepiając go.

Wystawę zamyka część poświęcona pamięci o 1956 roku w Polsce i na Węgrzech, a postscriptum stanowi wiersz Zbigniewa Herberta „Węgrom”.

Ekspozycji towarzyszy instalacja zatytułowana „Buty Stalina” przypominająca o niepodległościowym zrywie nad Dunajem. W 1949 roku Rada Miasta Budapesztu ogłosiła konkurs na budowę pomnika Józefa Stalina z okazji jego siedemdziesiątych urodzin. „Dar od ludu węgierskiego” został uroczyście odsłonięty na skraju Parku Miejskiego  16 grudnia 1951. Po wybuchu rewolucji 1956 roku jednym z pierwszych postulatów protestujących było m.in. usunięcie tego monumentu. Żądano, aby zastąpił go monument poświęcony „bojownikom o wolność i męczennikom z lat 1848-1849”. Protestującym udało się obalić pomnik, z którego zostały tylko gigantyczne buty. Było to jedno z najważniejszych wydarzeń 1956 roku, początkiem rewolucji i jednocześnie jej charakterystycznym symbolem.

Ekspozycję można oglądać w Muzeum Podlaskim w Białymstoku [Rynek Kościuszki 10, wtorek-niedziela, 10.00-17.00] do 7 marca 2017 .

ip

 

Więcej informacji o powstaniu węgierskim w załączonym tekście prof. Jerzego Kochanowskiego:

 

O powstaniu węgierskim

Rewolucja rozpoczęła się 23 października 1956 roku od zorganizowanej w Budapeszcie studenckiej demonstracji popierającej przemiany w Polsce. Ernő Gerő – I sekretarz partii – nie wyczuł nastrojów społecznych, a przemówienie radiowe wygłoszone w starym stylu przelało czarę goryczy. Rozpoczęły się pierwsze starcia z funkcjonariuszami służby bezpieczeństwa, którzy zaczęli strzelać do bezbronnych ludzi, młodzi ludzie zdobywali broń, tłum obalił olbrzymi pomnik Stalina w Parku Miejskim. Symbolem rewolucji stała się węgierska flaga narodowa z dziurą w miejscu stalinowskiego godła. Doszło również do zmiany na szczytach władzy. Premierem został ponownie Imre Nagy, odsunięty od władzy w 1955 roku, na czele partii stanął zaś János Kádár.

Stare władze zdążyły jednak poprosić Sowietów o pomoc w stłumieniu zamieszek. Radzieckie czołgi pojawiły się na ulicach stolicy rankiem 24 października. Ta sytuacja doprowadziła do niezwykłej konsolidacji społeczeństwa – za broń chwycili ludzie wszelkich przekonań pragnący wolności i rekompensaty za lata hańby i poniżenia. Ta bitwa została wygrana, a czołgi – łatwy cel w ciasnych uliczkach Budapesztu – wycofały się. Rewolucja błyskawicznie rozlewała się po kraju, wszędzie powstawały komitety i rady, usuwano symbole starego porządku, rozwiązywano kołchozy. Społeczeństwo otrząsało się po jałowych latach stalinizmu: zakładano nowe oraz reaktywowano dawne partie polityczne, organizacje i zrzeszenia, rozkwitało życie kulturalne.

Nagy miał nadzieję, że Chruszczow zgodzi się przynajmniej na autonomię przypominającą tę jugosłowiańską. Strona radziecka zdawała się iść na ustępstwa – do 30 października obce oddziały zostały usunięte z Budapesztu. Były to jednak działania pozorowane i dzień później radziecki przywódca podjął decyzję o drugiej interwencji, mającej ostatecznie zdławić „kontrrewolucję”. Przeczuwając to, Nagy zagrał va banque i ogłosił 1 listopada neutralność Węgier połączoną z wystąpieniem z Układu Warszawskiego, a następnie poprosił o opiekę ONZ. Tego samego dnia Kádár wyjechał potajemnie do Moskwy, gdzie ubiegał się o „bratnią” pomoc. Ta nadeszła rankiem 4 listopada, kiedy 17 sowieckich dywizji wkroczyło do akcji. Węgierscy powstańcy – w większości młodzi robotnicy, studenci i uczniowie – nie mieli żadnych szans. Zwłaszcza że zachodnie demokracje, zajęte kryzysem sueskim, bojąc się spowodowania kolejnego globalnego konfliktu, udzieliły Węgrom jedynie moralnego wsparcia. Walki trwały do 20 listopada, zginęło 3 tysiące ludzi, rany odniosło 18 tysięcy Węgrów (straty radzieckie – 740 zabitych i 1540 rannych), ok. 200 tysięcy osób uciekło z kraju, Nagya i członków jego rządu zatrzymano, samego premiera i jego najbliższych współtowarzyszy w tajnym sfingowanym procesie skazano na karę śmierci i 16 czerwca 1958 został stracony. Rewolucja się skończyła, a zaczął się czas zemsty i (nie)pamięci. W okresie represji (1956-1961) przeciw 35 tysiącom osób wszczęto postępowania, a liczba prawomocnie skazanych to około 22 tysięcy. W sumie 230 osób zostało straconych (wśród nich 8 kobiet, a także kalwiński duchowny).

Można niekiedy odnieść wrażenie, że o węgierskiej rewolucji bardziej pamiętano i więcej mówiono nad Wisłą niż nad Dunajem. Spowodowała to zarówno tradycyjna (choć jednocześnie nieco zmitologizowana) bliskość obu narodów, jak i równoległość obu rewolucji. Nowe kierownictwo PZPR z Władysławem Gomułką na czele  jako jedyne w bloku wschodnim nie potępiło „kontrrewolucji”, społeczeństwo zaś wyrażało otwarcie swoją sympatię, a wręcz zazdrościło Węgrom okazji do „bicia Ruskich”. Znany zakopiański działacz – Wojciech Niedziałek – podobno z trudem powstrzymał swój dawny akowski oddział przed ruszeniem z odsieczą. Polacy byli też nieprzerwanie i obiektywnie informowani o rozwoju wypadków przez przybywających na miejsce korespondentów m.in. Hannę Adamiecką, Wiktora Woroszylskiego, Mariana Bielickiego, Krzysztofa Wolickiego. Przed szpitalami ustawiały się kolejki chętnych do oddania krwi. Od 27 października do 9 listopada dostarczono jej prawie 800 litrów. Za zebrane pieniądze kupiono i wysłano na Węgry wiele ton lekarstw, środków opatrunkowych, odzieży i żywności. O rewolucji węgierskiej nie zapomniano i później. Była jednym z ważnych tematów polskich wydawnictw podziemnych, natomiast na uroczystościach pogrzebowych Imre Nagya, odbywających się 16 czerwca 1989 roku, definitywnie kończących okres niepamięci, nie zabrakło polskiej delegacji.

 

Jerzy Kochanowski