Wywiad z Mieczysławem Miastkowskim mieszkańcem wsi Złotoria

Uczniowie klasy VI ze Szkoły Podstawowej w Złotorii przeprowadzili wywiad z mieszkańcem rodzimej wsi panem Mieczysławem Miastkowskim. Rozmowa dotyczyła głównie historii wsi Złotoria. Zapraszamy do lektury. (red)

Witamy pana bardzo serdecznie w naszej szkole. Cieszymy się, że zechciał pan nas odwiedzić i opowiedzieć o historii naszej wsi.

M.M.: Wszystkie informacje o dziejach Złotorii przekazał mi mój dziadek.Od zawsze interesowałem się historią, kupowałem książki, dużo czytałem, również jak byłem za granicą w Ameryce.

Wiemy, że Złotoria jest położona przy ujściu rzeki Supraśl do Narwi. Czy zna pan dzieje tej rzeki?

 M.M.: We wsi było 72 rybaków, ponieważ część mieszkańców trudniła się rybołówstwem. Rzekę Supraśl nazywano Bystre, bo woda w niej szybko płynęła. Kiedyś były tu duże rozlewiska, jeziora. W tych okolicach do rzeki wpadała rzeczka Horodnianka oraz rzeczka Smoła.  Z rzeki wyciągano drzewa, rogi zwierząt.

Czy zna pan historię zamku w Złotorii? Źródła podają, że w wieku  XIV książę Janusz kazał zbudować tu zamek.

M.M.: Dziadzio wiele nie pamięta, bo ten zamek spalili Krzyżacy. Wiem tylko, że stał naprzeciw rzeki w pobliżu topoli. Po nim zachował się studnia.

Czy może pan nam opowiedzieć coś o dworku szlacheckim, który znajdował się koło kościoła?

Tak dworek znajdował się przy kościele, a właścicielem był Piotrowski. Część ludzi robiła we dworze. Za nim były gospodarcze budynki z kamienia. Z czasem  ludzie rozebrali budynek dworu. Natomiast po drugiej stronie był pałacyk myśliwski, ale już go nie ma. Tam rosły dęby i topole.

Co może nam pan powiedzieć o historii naszej wsi?

M.M.: Wieś założono w  1450 roku, to  wiek XV. Ludzie przybyli tu z Kurpi. Większość nazwisk mieszkańców kończy się na -ski, co świadczy o szlacheckim pochodzeniu, np.: Miastkowski, Sadowski.  We wsi był tartak parowy oraz cegielnia –  dachówkę tam robili, a latem cegłę. Ja też w wakacje tam pracowałem. Tartak i cegielnia, to wszystko należało do Niemca. Tam gdzie pracownicy cegielni mieszkali była wieś Powałka. Na temat Złotorii wiem, że tu była granica państwa, po jednej stronie byli Polacy – Księstwo Warszawskie, a po drugiej stronie była Rosja, mam tą granicę na mapkach. Tu była komora celna, jak jechać z Białegostoku – to po lewek stronie. Ten budynek gdzie sprawdzali towar jeszcze stoi, ładowali go na barki i wodą spławiali do morza. Natomiast w fabrykach włókienniczych, które stały przy szosie robili z lnu ubrania, sukienki. Właścicielami tych fabryk byli Żydzi. Dalej mieszkał garbarz, który skóry wyprawiał. On już nie żyje, ale jest tu jego wnuczka – Miastkowska. Kolejnym budynkiem była karczma „Sęk”. Mój dziadek opowiadał o  czarnej ścieżce. Skąd taka nazwa? Po jednej stronie tej ścieżki ludzie przeżyli, po drugiej wszyscy wymarli na zarazę. Dawniej tutejsze tereny był zupełnie inaczej ukształtowany. Rzeki były, stawy, łódkami pływali, drzewo spławiali wodą z Białowieży. A tam gdzie znaleźli te monety, to w tym miejscu odbywał się targ, tam Żydzi handlowali. Rybacy sprzedawali im ryby tylko z łuską, ponieważ innej nie jadali. Po drugiej stronie szkoły był młyn, a dalej mieszkał jego właściciel żydowskiego pochodzenia – Nahmar.

Jakie są dzieje naszej parafii?

M.M.: Parafia powstała w roku 1926, założycielami był Tomasz Wesołowski, Szymon Roszkowski, Jabłoński – tacy bogatsi ludzie ze wsi. Kościół budowali z drewna i cegły. Pierwszym proboszczem był Nowosadko, a parafia należała do diecezji łomżyńskiej. Ziemie na cmentarz ofiarowali sami mieszkańcy wsi. Dodam jeszcze, że w miejscu plebani był „dworski brzeg” gdzie ludzie bydło poili.

Czy słyszał pan o Auguście Moesie, który był właścicielem fabryki w Choroszczy?

M.M.: Tak słyszałem, w tej fabryce pracowała moja babcia, która posługiwała się językiem niemieckim, bo tam po niemiecku mówili. Polska była wówczas pod zaborami. Moes został pochowany w Choroszczy w grobowcu. Babcia mówiła, że to był bardzo dobry człowiek. Pomógł budować kościół katolicki i cerkiew w Choroszczy. Fabryki Moesa były też w Żółtkach i w Nowosiółkach. Znałem taką babcię, która w fabryce rękę straciła. Tu mam zdjęcia i wam pokażę – jak kopali stawy Moesa w Choroszczy. Jak byłem w waszym wieku, to chodziłem na te pola i zbierałem kule ołowiane, bo na tych polach odbywały się wali ze Szwedami. Ten hetman, którego pomnik jest w Tykocinie – Stefan Czarniecki, bronił nas prze wojskami szwedzkimi.

Dziękujemy panu bardzo serdecznie za ciekawe opowieści, które wzbogaciły naszą wiedzę historyczną o naszej małej Ojczyźnie, czyli regionie. Życzymy panu dużo zdrowia i siły. Specjalne podziękowania dla Pana Leszka Stobeckiego za organizację spotkania i prezentację pamiątek historycznych ze swojego prywatnego zbioru.