Małe muzeum w Dzikich

Z Białegostoku do Dzikich jest całkiem niedaleko. Przed wojną było tutaj zaledwie kilka domów. Ale także pole golfowe i kort tenisowy. Bo na letnisko do Dzikich z chęcią przyjeżdżali białostoccy przedsiębiorcy wyznania mojżeszowego…

Wieś z jednej strony sąsiaduje z lasem, zaś z drugiej rozpościera się urocza dolina rzeki Supraśl. Nie znalazłem we wsi drewnianych spichlerzy. Za to jest dużo nowych, ładnych domów. Tuż przy ścianie lasu stoją dwa drewniane budynki. Widać, że przedwojenne. – To domy letniskowe- mówi napotkany mężczyzna- Po lewej stronie było kiedyś pole golfowe. A bliżej drogi kort tenisowy. We wsi był sklep żydowski i stała kuźnia, ale po niej nie ma nawet śladu. Tutaj mieszkają teraz sami przyjezdni- dodaje. Jadę wolno przez wieś. Nagle moją uwagę przykuwa podwórze pełne różnych kamieni, żeliwnych saganów, sprzętów rolnych. Na ławce siedzi kobieta. Obok stoją w równym rzędzie żeliwne sagany. Teresa Chańko z chęcią przystaje na pogawędkę o dawnych czasach. – Bo starość- mówi kobieta- Jest wówczas, gdy człowiek jest samotny i nie ma z kim choć przez chwilę porozmawiać. A w te garnki kładliśmy kiedyś wieprzowe mięso, słoninę, sadło. Teraz rosną w nich aksamitki- śmieje się pani Teresa.

Obok leży liczna gromadka różnej wielkości kamieni- otoczaków. Tadeusz Chańko, mąż pani Teresy zbierał je w Narwi, nieraz znajdował na polach. Może niektóre służyły do mielenia zboża na mąkę. Tuż przy ławce, w otoczeniu zieleni, stoi kamienna rzeźba z niebieskimi oczami. – Mąż sam wyrzeźbił- tłumaczy pani Teresa- Z zawodu był stolarzem, ale takie robótki go bawiły. Nie umiał siedzieć bezczynnie w domu. Tak więc obok kamiennej rzeźby dwadzieścia końskich podków pan Tadeusz zespawał kiedyś w jedną, wielką podkowę. Figurkę świętą też sam wyrzeźbił.

Ściana budynku gospodarczego, to istne małe muzeum rolnictwa: chomąto, uzdy, żelazne części do wozu i sań, sierp, kosa, motyka. To wszystko wzbogacone różnymi cudami z korzeni sosen. W samy rogu wisi piła tartaczna. Na jednej ze ścian sprzęt przeciwpożarowy, a jakże, pomalowany na czerwono. Robi wrażenie i każe budzić podziw dla siły i ciężkiej pracy robotników tartacznych. A jeśli ktoś chce zobaczyć ręczną wiertarkę, to znajdzie ją na ścianie. Zaglądam do starej przedwojennej stodoły. W dachu są liczne prześwit. Nikt już nie potrafi naprawić strzechę, a zresztą nie ma komu gospodarzyć. Na ścianie wiszą żelazne brony oraz sprężynówka. I cała gromada końskich podków. Pani Teresa zaprasza mnie do sadu. Trawą jest porośnięty, ale od razu dostrzegam armatkę na dwóch drewnianych kołach z wozu konnego. Bliżej drogi, przykryta blacho dachówką, stoi duża łódź. Tadeusz Chańko wymalował na burcie nazwę: Dzik. Z pokładu zwisa niewielka kotwiczka. Na pokryciu łodzi stoi pług żelazny i radełko.- Aby wiatr nie zerwał przykrycia- mówi Teresa Chańko- A łódź zbudował mój mąż. Można nią było wiosłować, ale miała też żagiel. Do Narwi z naszego domu blisko. Mąż marzył o małej wyprawie rzeką. A teraz to wszystko trochę zmarniało.

Rozgląda się poi siedlisku pełnym różności i kwiatów. Jadę dalej, na poszukiwanie drewnianych spichlerzyków, chociaż wiem, że pani Teresa z chęcią zatrzymałaby mnie na dłużej, aby pogawędzić o dawnych czasach. Może jeszcze tutaj wrócę, usiądę na ławce i posłucham jej opowieść. Tym bardziej, że z Białegostoku do tej wsi jest całkiem blisko, zaś nadnarwiański krajobraz zachęca do turystyki weekendowej…

PS. Artykuł powstał w trakcie realizacji projektu inwentaryzacji spichlerzyków w dolinie Narwi sfinansowanego przez Urząd Marszałkowski Województwa Podlaskiego oraz samorząd Gminy Choroszcz.

Marian Olechnowicz

Opis fotografii:

1-3 – Krajobraz doliny Narwi w okolicach Dzikich zachęca do turystyki i wypoczynku.
4 –  Pani Teresa Chańko umie z pasją opowiadać o… pasjach swojego męża
5 – Żeliwne sagany nie powędrowały na śmietnik. Właśnie rosną w nich aksamitki
6 – Tadeusz Chańko z zawodu był stolarzem, ale nieobca była mu rzeźba w kamieniu
7 – 11 – Na ścianach budynków gospodarczych jest małe muzeum..
12-  Pan Tadeusz Chańko nie zdążył wypłynąć na Narew łodzią własnej konstrukcji…