Gry i zabawy naszych rodziców – krótkie wywiady z rodzicami

Dzisiejszym dzieciom trudno uwierzyć w to, że kiedyś nie było telefonów komórkowych, tabletów, laptopów z dotykowym ekranem i internetu, a zabawa przebiegała równie fantastycznie, a może nawet i lepiej. Trudno też im wyobrazić sobie, że ich rodzice byli dziećmi i mieli swoje ulubione zabawy.


Witam. Moją ulubioną zabawą było chowanego. A że mieszkałam w bloku to zawsze się chętni znaleźli i było bardzo wesoło. A jeśli chodzi o gry to bierki królowały. Kto ich nie lubi? Pozdrawiam serdecznie

Pani Agnieszka, mama Rafała 


Za moich czasów komputer nie był tak dostępny, Internet był wydzielony więc jak była pogoda to byliśmy na podwórku. Bawiliśmy się w chowanego, klasy, guma do grania, sklep, gdzie pieniędzmi były liście i kamienie, podchody, w zbijaka. A jeżeli chodzi o dom to w lekarza, fryzjera, kucharza bo nie mieliśmy jeszcze tyle gier planszowych czy książeczek do pisania.

Pani Kasia, mama Filipa


Ponad ćwierć wieku temu nie było w sklepach półek pełnych zabawek. Musieliśmy sami sobie wymyślać zabawy, bo rodzice nie mieli czasu by się z nami pobawić. W szukaniu inspiracji wykorzystywaliśmy wszystkie przedmioty codziennego użytku.

Pamiętam, jak z moimi kuzynkami, zabieraliśmy od babci wszystkie pudełka po zapałkach, by przechowywać w nich złapane wcześniej motyle.
Wszelkie puszki po konserwach, stare łyżki czy nawet patyki służyły jako wyposażenie naszego dziecięcego gospodarstwa domowego. Ze starych cegieł i tzw. fajerek od pieca kaflowego babci, skonstruowaliśmy własne polowe kuchnie. W zardzewiałych puszkach czy dziurawych garnkach gotowaliśmy zupę z wody, piasku oraz liści bzu i akacji. Ileż to razy wujek nakrył nas na używaniu zapałek w „naszej kuchni”- nawet nie zliczę. Używanie zapałek i rozpalanie ognia było surowo zabronione.

Tak samo zakazane było zjeżdżanie z siana zgromadzonego w stodole. Jednak my się nie przejmowaliśmy tym, że możemy spaść na klepisko. Dobra zabawa była najważniejsza.

Gdy zebrała się większa grupka, wówczas bawiliśmy się w wojnę. Zawsze był podział na obóz chłopców i obóz dziewczynek. Mieliśmy swoje punkty obserwacyjne na drzewach. Pamiętam, że chłopcy mieli swoją bazę w ziemiance, którą sami wykopali, a dach zrobili ze starych desek. Bitwa polegała na obrzucaniu się kulkami zrobionymi z gliny. Po jednej z takich walk miałam złamaną rękę i całe wakacje spędziłam z ręką na temblaku.
Byłam na kilka tygodni wykluczona z „bandy”. Nikt z nas nie siedział przy komputerze, bo ich nie mieliśmy. Nikt z nas nie spędzał dnia patrząc się w smartfona, bo ich nie posiadaliśmy. Za to nawiązaliśmy przyjaźnie, które często przetrwały do dnia dzisiejszego.

Pani Urszula, mama Karola VID


Rozmowy z rodzicami, wywiady powstały w ramach innowacji pedagogicznej „Gry i zabawy naszych rodziców i dziadków”

Anna Kozłowska
Magdalena Masłowska