Stryjeńska w „Spotkaniu przy sztaludze”

Zofia, Zocha, nie Zosia. Styjeńska. Artystka totalna, księżniczka, czarodziejka malarstwa – tak jest określana. Urodziła się na przełomie XIX i XX wieku. Jak sama pisała w swoich dziennikach: „Rodziłam się u zbiegu dwóch epok. Za późno, aby tańczyć kankana, za wcześnie, aby podziwiać rozbicie atomu. Oscyluję więc krańcowo między przepaścią a nadzieją.”

Wychowywała się w szczęśliwej rodzinie, jej rodzicami byli Franciszek i Anna Lubańscy. Miała pięcioro rodzeństwa. Kończyła Szkołę Sztuk Pięknych dla Kobiet Marii Niedzielskiej w Krakowie. Później zapragnęła uczyć się malarstwa w jednej z najlepszych ówcześnie szkół malarstwa – Akademii Sztuk Pięknych w Monachium. Jednak nie przyjmowano wtedy tam kobiet. Więc Stryjeńska przebrała się za swojego brata – Tadeusza Lubańskiego i udawała mężczyznę. Przez rok nikt jej nie zdemaskował, jednak w pewnym momencie inni studenci zorientowali się, że dziwny to student i zagrozili Zofii, że ją publicznie rozbiorą. Stryjeńska uciekła zatem z Akademii i z Monachium. Poznała Karola Stryjeńskiego, znanego i cenionego architekta. Wzięli ślub. Mieli troje dzieci, córkę i dwóch bliźniaków. Jednak małżeństwo nie przetrwało. Zofia była wściekle zazdrosna o męża, urządzała mu sceny, podejrzewając go o romanse. Karol umieścił żonę w zakładzie psychiatrycznym, z którego udało jej się wydostać. Cała sytuacja skończyła się w końcu rozwodem. Zofia cierpiała, odebrano jej prawa do opieki nad dziećmi. Podróżowała między Zakopanem, Krakowem a Warszawą. Jednak kariera Zofii bardzo się rozwijała, dostawała dużo zleceń. Projektowała kartki pocztowe, porcelanę, sztukę użytkową, ale tworzyła także całe cykle obrazów: bogów słowiańskich, pór roku, poczetu królów polskich. Zaprojektowała i wykonała ogromne obrazy na Wystawę Światową w Paryżu. Była wówczas doceniana, wypracowała swój własny indywidualny styl. Barwny, bo jak sama pisała, cała rzeczywistość jest szara. Była reprezentantką rozwijającego się stylu art-deco.

Jednak w życiu osobistym jej się nie wiodło. Nieszczęśliwie zakochana, obsesyjnie wręcz myślała jeszcze o Karolu. Wpadała w coraz większe długi. W czasie II  wojny straciła twórczy impet, zaczęła być zapominana. Wyjechała do Genewy. Tutaj po wielu perypetiach, w depresji, żyła i próbowała jeszcze malować. Zdiagnozowano u niej schizofrenię. Zmarła w szpitalu psychiatrycznym w 1976 roku.

W cyklu „Spotkania przy sztaludze” w Centrum Kultury i Sportu w Choroszczy Monika Tekielska-Chmielewska przypomniała o tej artystce, wykonując portret na podstawie obrazu Stryjeńskiej „Góralka”, wpisując w niego twarz Anny Kulikowskiej – etnografki, byłej pracownicy, sympatyczki M-GCKiS, która prowadzi i tworzy na blogach: Cicho i spokojnie i Dziadówy Modowe. Co łączy te dwie bohaterki? Szczerość, dążenie do prawdy i przyzwolenie na wyrażanie emocji. Stryjeńska w swych dziennikach bardzo otwarcie pisała o swoich przeżyciach i uczuciach. A w jej obrazach możemy odnaleźć ruch, dynamikę i zachwyt kulturą ludową.

Anna Kulikowska

fot. Kamila Dubikowska, Monika Tekielska-Chmielewska

Zapis relacji “live”: