Pisarka Grażyna Serafin z wizytą w gminnych szkołach

Autorka bajek dla dzieci spotkała się z uczniami ze szkół w Choroszczy i Złotorii.

Grażyna Serafin pochodzi z Suwałk, gdzie na co dzień pracuje jako nauczycielka edukacji wczesnoszkolnej. Jest autorką bajek dla dzieci oraz książeczek edukacyjnych dla nauczycieli. W poniedziałek, 28 listopada, przyjechała z wizytą do naszej gminy. Najpierw spotkała się z uczniami z klasy III z SP w Choroszczy, a następnie odwiedziła uczniów klas I–III w SP w Złotorii. Opowiadała dzieciom o pracy pisarza, o procesie wydawania książek oraz – z racji roku Marii Konopnickiej – o tej pochodzącej z Suwałk poetce i nowelistce.

Kiedy zaczęła Pani pisać?
Zaczęło się już w podstawówce, od wiersza, który wtedy wydawał mi się genialny, ale wcale genialny nie był (śmiech). Potem pisałam pamiętniki, opowiadania, wiersze, wysyłałam je też na jakieś konkursy. Później zaczęłam też pisać felietony, współpracowałam z gazetami w Olecku. To pisanie zawsze w moim życiu było.

Teraz skupia się Pani na pisaniu bajek dla dzieci.
Na co dzień mieszkam w Suwałkach i pewnego razu zaniosłam moje prace do suwalskiego wydawcy, swoistego guru, świętej pamięci pana Janusza Kopciała. On przeczytał wszystko, co mu przyniosłam, i stwierdził, że poetki to ze mnie nie będzie (śmiech), ale najlepsze są moje bajki dla dzieci. A ponieważ od lat pracuję jako nauczycielka edukacji wczesnoszkolnej, a do tego w tym czasie urodziły się moje córki, to poszłam za jego radą.

Skupiła się Pani na bajkach?
Tak. Pierwsze moje książki to były – jak to nazwała jedna z dziennikarek – bajki dnia codziennego; to na przykład „Za siódmą chmurką” czy „Trzy słońca”. Adresowałam je do moich córek i opowiadały o tym, co działo się w naszym domu, o sytuacjach z ich koleżankami i tak dalej. Potem napisałam dwa zeszyty edukacyjne: „Bezpieczny maluch” i „Bezpieczna zima i lato”. Mówią one o bezpieczeństwie dzieci na podwórku, w szkole, na placu zabaw, a są adresowane do nauczycieli klas 1–3. Napisałam też książkę z bajkami o historii Suwałk.

A czym są „Okruszki”?
Od lat robimy konkurs „Okruszki”. Sam pomysł należy do nieżyjącej poetki Danuty Wawiłow, która robiła „Okruchy”. Przychodzę do klas trzecich we wszystkich suwalskich szkołach, rozmawiam z dziećmi, „zaczarowuję” je, a one mają za zadanie napisać w ciągu pięciu, siedmiu minut myśl, która im przyszła do głowy. Na wstępie mówię im, żeby mi opowiedziały o swoich marzeniach, o swoich snach, o czymś, czego nie można dotknąć. Żeby zapomniały o tym, że są w szkole, o ortografii, żeby „uniosły się na chmurkę”. Powstają z tego przecudne teksty. Dorośli, którzy potem pracują przy tych tomikach, nie chcą często uwierzyć, że nauczyciele ani rodzice nie ani trochę w tym pomagali, a to naprawdę samodzielnie robią dzieciaki!

Dorośli często mają tendencję do „pomagania” swoim dzieciom i poprawiają ich prace.
Raz w już chyba dziesięcioletniej historii konkursu zdarzyło się tak, że dzieci, z powodu pandemii, nie pisały Okruszków w szkole, tylko miały je wysłać z domu. I proszę uwierzyć: to była najsłabsza edycja. Bardzo widać było poprawki rodziców, wszystko traktowało o wiośnie, a co drugi Okruszek to rymowanka! Czuć było na kilometr rękę dorosłego. A to kompletnie nie o to chodzi. Dlatego to bardzo ważne w tym konkursie, że dzieciom nikt niczego nie narzuca, niczego nie poprawia. W nich tkwi tyle piękna, tyle dobroci i wrażliwości! Zdarzyło mi się na przykład, że przyszła do mnie pani nauczycielka i powiedziała, że wygrał najsłabszy chłopiec w klasie. Jego mama przyszła do szkoły i ze łzami w oczach powiedziała, że on nigdy w życiu nie wygrał żadnego konkursu, a tu zdobył pierwsze czy drugie miejsce. To fantastyczne uczucie.

Zacytuje Pani nam na koniec jakiś Okruszek?
Jakub z klasy III SP numer 6 napisał na przykład: „Niektórzy myślą: zima – smutek, wiosna – praca, lato – piekło, jesień – gorycz. A ja myślę tak: zima – piękno przyrody, wiosna – nowe życie, lato – radość, jesień – barwy miłości. Zawsze zachowaj optymizm”.

Tego nam wszystkim życzymy! Dziękujemy za rozmowę!