Z dziejów parku i pałacu: “Hektor”

Rezydencja w Choroszczy, otoczona przepysznym ogrodem, będącym równocześnie zwierzyńcem miała charakter pałacyku myśliwskiego. W rozległym parku urządzano wspaniałe polowania, świadczył też o tym łowiecki wystój reprezentacyjnej sieni i korytarza na pierwszym piętrze.

Polowanie było ulubioną rozrywką zarówno zwykłej szlachty, jak i magnaterii polskiej w XVIII wieku. Podobnie hetman Jan Klemens Branicki z upodobaniem organizował łowy na dzikiego zwierza i sam brał w nich udział a własnoręcznie ubitą zwierzyną obdarowywał przyjaciół i znajomych.

Hetman szczególną troską otaczał też psy myśliwskie, których do polowania używano kilka rodzajów: le-gawce – psy wyżłowate służyły do tropienia ustrzelonego ptactwa, ogary goniły zwierzynę po tropie, zaś charty ścigały zające i je dusiły. Wszelkiego autoramentu mieszańce wykorzystywano do osaczania niedźwiedzi i dzików. Branicki niejednokrotnie otrzymywał rozmaite psy w podarku i sam nimi obdarowywał. Dorodne suki były przywożone przez przyjaciół hetmana w zaloty do jego psów, zapłatą za tą “grzeczność” było jedno szczenię z miotu. Zwierzęta były podzielone według gatunków i mieszkały w drewnianej psiarni w Dojlidach, gdzie ponad to mieściła się kuchnia i specjalny “szpital” z łóżkami “na psy chore”. Mięso dostarczali rzeźnicy z dóbr białostockich a aby psy miały piękną sierść smarowano je specjalną maścią sprowadzaną z Warszawy.

Każdy pies, który szczególnie się odznaczył podczas łowów był uwieczniany na płótnie przez nadwornych malarzy a portrety te zdobiły sienie, korytarze i przedpokoje rezydencji hetmańskich. W Choroszczy, w korytarzu na piętrze znajdowało się jedenaście takich psich podobizn malowanych olejno, z czego cztery przedstawiały charty. Niestety żaden z nich nie przetrwał do naszych czasów – zniszczały zapomniane w dobrach spadkobierców Branickiego. Jak pisze autor “Pamiętnika szlachcica podlaskiego” Franciszek Biłgorajski: ‘‘W 1825 roku zdarzyło mi się być w Boćkach i z Józefem i Hermanem Potockimi pod strychem przeglądać kilkaset sztuk obrazów wziętych przez ich ojca Jana Potockiego w sukcesy i po sprzedaniu Białegostoku imperatorowi Aleksandrowi I, po większej części zgniłych. Były tam portrety familijne, pejzaże, obrazy koni, psów, wszystko spleśniałe lub zgnite. Ledwo kilka mniejszych poznano, że były pędzla Mirysa. Równą, a może podwójna porcję wzięła i Mostowska z dobrami chorocskimi i zapewne podobnemuż losowi uległy, jak i boćkowska scheda. ”

Jednakże nie wszystkie z psów Branickiego odeszły w zapomnienie – jeden z nich przetrwał w lokalnej legendzie. Wielu okolicznych mieszkańców powtarzało opowieść o istniejącym w parku kamieniu – “nagrobku” hetmańskiego psa o imieniu Hektor. Istotnie Jan Klemens posiadał psa obdarzonego imieniem jednego z najdzielniejszych bohaterów “Iliady” Homera. Z dostępnych archiwaliów można wnioskować iż należał on do gatunku “ psów duńskich”. Były to majestatyczne dogi, które na równi z brytanami traktowane były jako psy reprezentacyjne, trzymane na pokojach, bez których nie mógł się obyć żaden dwór magnacki. Wydawało się więc prawdopodobne, że jeden z tych pańskich ulubieńców został w szczególny sposób upamiętniony w choroskim parku, niestety silne zagłębienie kamienia w ziemię i nieczytelny napis uniemożliwiały potwierdzenie, bądź obalenie tej teorii.

Dopiero niedawno, prace badawcze, przeprowadzone przez Jerzego Maciejczuka, archeologa z Państwowego Muzeum w Białymstoku wyjaśniły niektóre wątpliwości. Po odkopaniu i starannym oczyszczeniu “nagrobka” – zwykłego, nie opracowanego kamieniarsko granitu polnego, można było oprócz imienia HEKTOR odczytać i datę: 1874. Należy więc obiekt ten wiązać nie z działalnością na tym terenie Jana Klemensa Branickiego lecz rodziny Moesów. To jakiś inny czworonożny przyjaciel został w ten sposób upamiętniony, zapewne w uznaniu zalet, którymi dorównywał swojemu imiennikowi spod Troi: sile, odwadze i wierności.

Anna Dąbrowska
Gazeta w Choroszczy, numer 49-50: Lipiec-Sierpień 1999